500nm

Start   16 września 2018 o godz. 12:00

Wypowiedź Mortena Bogackiego dla Bitwy

14 września 2017

Rozmawialiśmy z Mortenem Bogackim, który w nocy zawinął do portu Hel. Opowiada o przyjemnościach, trudnościach i pogodzie oraz o tym, dlaczego bardzo mu się spieszyło na metę ;)

„Teraz sprzątam jacht i staram się trochę wysuszyć co się da. Wynająłem sobie tu tani hotel, żeby móc się przespać w normalnym łóżku. (…)
Cieszę się, że Fujimo dotarło bezpiecznie do portu. Wiem, że mieli kłopoty na wodzie. Napisałem do Radka (Kowalczyka), że jeżeli są głodni, mają chęć na pizzę i piwo, to ja stawiam. Przekazał im?
(…)
U mnie wszystko w porządku. Jestem trochę zmęczony, nie spałem za wiele. Wyścig był super, to ja byłem za wolny po prostu. A front był za szybki. To wszystko. Kiedy sprawdzaliśmy przed startem wyglądało na to, że trzeba być z powrotem przed nocą ze środy na czwartek. Jeszcze na Gotlandii, we wtorek rano, kiedy sprawdzałem prognozę korzystając z zasięgu komórkowego, wyglądało na to, że wiatr zacznie tężeć dopiero w środę wieczorem, a ja zdążę, najwyżej trochę oberwę, jak będę za wolno płynął, ale mam szansę dopłynąć do mety przed najgorszym sztormem.
(…)
Najgorzej było tak naprawdę wczoraj po południu, zanim odłożyłem się na zachód. Siła wiatru wciąż rosła, więc wciąż redukowałem żagle, zostałem na sztormowym foku i najmniejszej możliwej powierzchni grota. Wtedy uświadomiłem sobie, około 14-15, że wcale nie przesuwam się do przodu w kierunku Gdańska. Wiatr był tak silny, że chociaż płynąłem, to wcale nie zbliżałem się do mety. To był chyba najgorszy moment. Zacząłem więc myśleć, wiedziałem, że wiatr ma odkręcić, a moją jedyną szansą jest popłynąć na zachód, ile się da, a potem zrobić zwrot i jechać albo na Hel albo do Gdańska. Tak naprawdę nie było innej opcji. Potem, kiedy już podjąłem decyzję, to było po prostu działanie zgodnie z tym, co postanowiłem. Niemniej chwila, kiedy zdajesz sobie sprawę, że walcząc o przetrwanie stoisz w miejscu, była naprawdę zła. Mogłem jeszcze odłożyć się w stronę Gotlandii. Ale tak naprawdę nie było żadnego portu w zasięgu, nigdzie.
(…)
Bohater to duże słowo, wolę wojownika. Bohater nie popełnia błędów, a ja popełniłem błąd w ocenie sytuacji. Być może powinienem zostać na Gotlandii. Ale wolę być nazywany wojownikiem.
(…)
Bitwa to naprawdę fajne regaty, dobre dla Mini. Dobra trasa, normalnie, jeżeli nie ma tak silnego wiatru z południa, pod który trzeba halsować. Miałem ze sobą całe wyposażenie bezpieczeństwa, jakie obowiązuje w klasie Mini, bogaty arsenał: tratwę, EPIRB, kombinezon ratunkowy, AIS, PLB i inne. Także gdyby było gorzej, miałem jeszcze jakieś możliwości. Oczywiście nie podobałaby mi się opcja opuszczania jachtu, ale gdybym musiał, byłem do tego przygotowany.
(…)
Jacht jest w porządku. To mocna łódka, Mini, szczególnie seryjne, są zaprojektowane tak, aby wytrzymać warunki, jakie wczoraj panowały. Może dwa żagle mam trochę uszkodzone, ale poza tym jacht jest w porządku, można wsiadać i płynąć. Oczywiście, kiedy wrócę do domu zrobimy poważny przegląd, zobaczymy, czy konstrukcja nie została naruszona, ale moim zdaniem wszystko jest dobrze. (…)
(…)
Najprzyjemniejsza była pierwsza doba, kiedy naprawdę szybko płynęliśmy w stronę Gotlandii, a potem wzdłuż wyspy. Tam sporo wiało, do 26-28 węzłów. To warunki, w których jazda na Mini to naprawdę super zabawa i wielka przyjemność. Płyniesz szybko, ślizgasz się po falach – naprawdę ekstra.
(…)
Po pierwsze, spieszyłem się z powodu prognozy. A po drugie – jutro powinienem być w Berlinie, na kongresie medycznym, bo jestem lekarzem. W związku z moim doktoratem opublikowałem artykuł i miałem na ten temat prowadzić jutro krótką prezentację. Ale nie dam rady. Zadzwoniłem wczoraj i powiedziałem, że nie zdążę, bo mam tu awaryjną sytuację, bo naprawdę taka była, wchodziłem do awaryjnego portu. Od początku był to bardzo napięty terminarz, ale naprawdę nie mam wyjścia, muszę zorganizować transport jachtu i zająć się wszystkim tu na miejscu.”