500nm

Start   16 września 2018 o godz. 12:00

Archiwum: Wrzesień 2016

Wyniki Bitwy o Gotland – Delphia Challenge

25 września 2016

Wyniki Bitwy o Gotland – Delphia Challenge 2016 (po przeliczeniu):

Klasa OPEN (Puchar Delphia Challenge 2016):

1.     Dancing Queen, Jerzy Matuszak
2.     Konsal II, Ryszard Drzymalski
3.     OFO, Krzysztof Fojucik
4.     True Delphia, Andrzej Kopytko
5.     Fidoo, Marcin Wroński
6.     Zezowate Szczęście, Paweł Biały

Klasa ORC (Puchar Przechodni Bitwy O Gotland):

1.     Hobart, Mirosław Zemke
2.     Quick Livener, Jacek Zieliński
3.     Atlantic Puffin, Szymon Kuczyński
4.     Hadron, Piotr Parzy
5.     Busy Lizzy, Kuba Marjański
6.     Polled 2, Jacek Chabowski
7.     Dexxter, Witek Nabożny
8.     Zena II, Marek Marcinkowski
9.     BLUESinA, Piotr Falk
10.  Oceanna, Zenon Jankowski
11.  Ocean 650, Michał Weselak
12.  Kosia III, Aleksandra Emche
13.  Vector Baltica, Joanna Pajkowska
14.  Double Scotch, Tomasz Ładyko
15.  Delphia III, Maciej Muras
16.  Akademia Jachtingu VIII, Rafał Skroński

Tabela wyników OPEN 

Tabela wyników ORC 

Tabela wyników ORC 1

Tabela wyników ORC 2

Bohaterowie Bałtyku

24 września 2016

Wczoraj, w piątek 23 września, o godzinie 22:18.39 Tomek Ładyko i Double Scotch przecięli linię mety, zamykając tym samym piątą edycję regat samotników non-stop dookoła Gotlandii – Bitwy o Gotland Delphia Challenge 2016. Za wytrwałość w dążeniu do celu Tomek zostaje uhonorowany nagrodą im. Edwarda Gale Zająca.

„Samo pokonanie tej trasy daje dużo satysfakcji” – mówi Tomek Ładyko. „Jestem bardzo zadowolony, że nie miałem żadnych kłopotów technicznych. To też uważam za wyczyn. Płynąłem tak, jak na to pozwalał jacht. Skoczek to starsza i cięższa konstrukcja, potrzebuje więcej wiatru, delikatne kursy nie są dla niego.

Słaby wiatr jest frustrujący. Powiedziałem sobie, że jeżeli do środy wieczorem nie minę boi Salvorev, to wracam, bo jednak muszę być w poniedziałek w pracy. Dobę płynąłem pół Gotlandii. Ale się udało i jestem zadowolony”.

img_5316

fot. Kuba Marjański

Nagroda im. Edwarda „Gale” Zająca dla najwytrwalszego skipera ustanowiona została w roku 2014. Przyznawana jest zawodnikowi, który jako ostatni przekroczy linię mety w zgodzie z regulaminem regat. Docenia tych, którzy pomimo braku szans na zwycięstwo walczą do końca na wzór Edka Zająca. (Więcej o Edwardzie Zającu można przeczytać na http://bitwaogotland.pl/edward/).

Znane są już oficjalne wyniki regat – klasyfikacja końcowa po przeliczeniu. Metoda liczenia wyników, stosowana w Bitwie opiera się na charakterystyce danego jachtu i jego wyniku – jeżeli ktoś płynął z maksymalną możliwą prędkością, z jaką w danych warunkach może poruszać się jego jacht – znajduje to odzwierciedlanie w wynikach. Tym samym zwycięzcą w kategorii ORC zostaje Mirosław Zemke (Hobart), detronizując po trzech latach Jacka Zielińskiego (Quick Livener), a trzecie miejsce zajmuje Szymon Kuczyński (Atlantic Puffin).

07d_2693

Krystian Szypka, dyrektor i organizator regat Bitwa o Gotland, tak podsumowuje zakończone właśnie zmagania samotników:

„Po raz pierwszy Bitwa odbywała się przy zmiennej pogodzie. Do tej pory wszystkie edycje były czysto siłowe: silny wiatr, duża fala, duże prędkości, na granicy wytrzymałości sprzętu i człowieka. W tym roku wygrywali taktycy, bo warunki były od flauty do 6°B, przy dużej zmienności kierunków wiatru. Trzeba było bardzo myśleć i dobrze rozkładać siły. Było widać, jak niektórzy odrabiali straty, a inni tracili przewagę. Bardzo się też cieszę, że wszyscy sobie pomagali nawzajem. Jeżeli ktoś mówił przez radio, że jest zmęczony i musi chwilę odpocząć, to najbliższe jachty go pilnowały. Dzięki temu wytworzyła się wspaniała atmosfera, wszyscy wrócili zadowoleni, pomimo problemów technicznych. Maciej Muras i Asia Pajkowska prawie cały czas sterowali ręcznie ze względu na kłopoty z autopilotami. Tomek Ładyko stanął pod Gotlandią, ale walczył bardzo dzielnie do końca, jednocześnie ustanawiając chyba najdłuższy czas pokonania trasy. Dla nas, organizatorów, najważniejsze jest to, że wszyscy wrócili cali i zdrowi, a do tego zadowoleni. Bardzo wielu deklaruje ponowny start za rok. Na mecie każdy był witany jak zwycięzca, a ci, którzy dopłynęli pierwsi, wracali do wioski regatowej w Marinie Delphia, aby witać kolejnych.”

Oficjalne, uroczyste zakończenie Bitwy O Gotland, połączone z wręczeniem nagród, odbędzie się pod koniec października.

Wyniki (po przeliczeniu):

Klasa OPEN (Puchar Delphia Challenge 2016):

1.     Dancing Queen, Jerzy Matuszak
2.     Konsal II, Ryszard Drzymalski
3.     OFO, Krzysztof Fojucik
4.     True Delphia, Andrzej Kopytko
5.     Fidoo, Marcin Wroński
6.     Zezowate Szczęście, Paweł Biały

Klasa ORC (Puchar Przechodni Bitwy O Gotland):

1.     Hobart, Mirosław Zemke
2.     Quick Livener, Jacek Zieliński
3.     Atlantic Puffin, Szymon Kuczyński
4.     Hadron, Piotr Parzy
5.     Busy Lizzy, Kuba Marjański
6.     Polled 2, Jacek Chabowski
7.     Dexxter, Witek Nabożny
8.     Zena II, Marek Marcinkowski
9.     BLUESinA, Piotr Falk
10.  Oceanna, Zenon Jankowski
11.  Ocean 650, Michał Weselak
12.  Kosia III, Aleksandra Emche
13.  Vector Baltica, Joanna Pajkowska
14.  Double Scotch, Tomasz Ładyko
15.  Delphia III, Maciej Muras
16.  Akademia Jachtingu VIII, Rafał Skroński

Tabela wyników OPEN 

Tabela wyników ORC 

Tabela wyników ORC 1

Tabela wyników ORC 2

Piąta doba: Jeszcze trzech na morzu

23 września 2016

Wczoraj od rana do późnego wieczora Marina Delphia witała kolejne grupy zawodników powracających do portu po Bitwie o Gotland. Dziewiętnastu samotnych żeglarzy zakończyło już rywalizację, na trasie pozostają trzy jednostki. Do portu powróciły również wszystkie jachty osłonowe zabezpieczające trasę regat.

Wczorajszego wieczoru do portu dotarli Aleksandra Emche (Kosia III), za nią Andrzej Kopytko (True Delphia), który tym samym uzyskał kwalifikację do regat OSTAR. Potem o zachodzie słońca na metę wpłynął Zenon Jankowski (Oceanna). Już po zmroku, jako pierwszy z grupy małych jachtów pojawił się Fidoo, którego sternik Marcin Wroński robił, co mógł, żeby wrócić jak najszybciej, bo obiecał żonie, że zdąży na rocznicę ślubu – i słowa dotrzymał. Następny na mecie był Michał Weselak (Ocean 650), a tuż za nim Szymon Kuczyński (Atlantic Puffin). Ostatnim „gościem wieczoru” była witana na mecie przed północą, w blasku księżyca, Joanna Pajkowska (Vector Baltica). Dziś o godzinie 1300 w Marinie Delphia zacumował Maciej Muras (Delphia III).

07d_3601  07d_3776

 

Na wszystkich zawodników czekało powitanie na wodzie i ciepły posiłek w marinie. Paweł Biały (Zezowate Szczęście) i Rafał Skroński (Akademia Jachtingu VII) o godzinie 1500 znajdowały się na wysokości Helu, a ostatni, Tomasz Ładyko na Double Scotch miał do celu jeszcze 40 Mm.

Po dopłynięciu do portu powiedzieli:

Aleksandra Emche (Kosia III):

Aleksandra B. Emche

Aleksandra B. Emche

Wynik mógłby być lepszy ale jest OK. Gdybym utrzymała to, co udało mi się wypracować na początku i gdybym nie przespała jednego zwrotu przed znakiem kardynalnym nad Gotlandią, a potem gdybym nie wjechała w strefę ciszy, to by było lepiej. Ale jest dobrze, jestem zadowolona.

Jestem też zadowolona z jachtu – zdecydowałam się wypożyczyć jacht od prywatnego armatora i to się opłaciło. Nie miałam żadnych problemów technicznych, był dobrze przygotowany i zadbany, a w związku z tym ja również.

Ta edycja była na pewno trudna pod względem pogody. Warunki na wodzie były inne niż w prognozie, a pogoda była zmienna, bo strefy ciszy były nieprzewidywalne i tu wszystko zależało od szczęścia. Trzeba było myśleć strategicznie z dużym wyprzedzeniem.

Każdy rejs czegoś uczy nowego – trochę się zaangażowałam regatowo, nauczyłam się lepiej trymować jacht, na pewno mi się to przyda.

Sztorm nie jest wcale najgorszym, co może być – cisza jest bardziej frustrująca, bo nie możesz zrobić nic, po prostu stoisz i żadne zaklęcia tu nie pomogą. W sztormie przynajmniej walczysz, coś robisz. A jak stoisz to nic – tego najbardziej nie lubię, nie lubię ciszy, bo wtedy nie mogę nic zrobić.

Najfajniej było na początku, kiedy udało mi się wyprzedzić kilka jachtów, a potem halsówka pod brzegiem Gotlandii, robienie zwrotów na czas, pamiętanie o wszystkim, kiedy każda minuta jest na wagę złota – regatowa walka, żeby jak najwięcej wyciągnąć z łódki. Dało mi to w kość, ale to było w porządku, mam satysfakcję, że zrobiłam to, co miałam zrobić.”

Andrzej Kopytko (True Delphia):

Andrzej Kopytko

Andrzej Kopytko

Udało mi się zrealizować dwa najważniejsze cele – po pierwsze kwalifikację do regat OSTAR. Mam na liczniku 550 mil morskich, więc już koło platformy wiertniczej był sukces, droga do OSTAR otwarta. Po drugie – z pozytywnym wynikiem zaliczyłem test jachtu, wszystkie rozwiązania prądowe i elektroniczne, jakie na nim zamontowałem. Także mam za sobą trening siebie i jachtu. Nie byłem nastawiony tak bardzo na wynik, tylko chciałem sprawdzić, jak uda mi się wejść w rytm dłuższego rejsu. Założyłem, że skoro czeka na mnie Atlantyk, to po pięciu dniach nie mogę być zmęczony – to się udało. Jestem zadowolony. Trudnością w Bitwie jest to, że trzeba pilnować ruchu jachtów, który jest naprawdę spory.

Ja łódkę przygotowuje dwa lata, powoli wymieniam i testuje wszystko. Zdarza się, że jeszcze wychodzą jakieś drobiazgi. Ale mam teraz taki spokój psychiczny, że wszystko, co do tej pory zrobiłem, zdaje egzamin.

Warunki? To był maraton. Nastawiałem się na jakiś hardkor, a ta pogoda była bardziej męcząca niż sztorm …”

Michał Weselak (Ocean 650):

Michał Weselak

Michał Weselak

„Jakby ktoś dwa lata temu powiedział mi, że będę kończył Bitwę z flarą w ręku, na jachcie Mini i to tym, co nim Radek ocean przejechał to bym go wyśmiał. Ale cuda się zdarzają –  żeglowanie sprawia, że jesteśmy lepszymi człowiekami.(…)

Dla mnie szczytem ambicji jest to, że ukończyłem Bitwę – bo to jest trudny wyścig. To są regaty trudne psychicznie i fizycznie. Podobały mi się warunki – bardzo różna pogoda, która bardzo wkurzała. Ale jak już dopłynąłem – kurde, jestem zadowolony z tego, co zrobiłem. Z rzeczy łatwych nie ma co być dumnym. Fajnie było, że było drugie Mini, z którym mogłem się pościgać, że miałem przygotowaną łódkę w porównaniu z poprzednim startem. … fajny był księżyc … bo księżyc też ma znaczenie …. Fajne było powitanie na mecie – zawsze marzyłem o tym, żeby odpalić flarę, chociaż może powodu nie było. Zrealizowałem swoje założenie, żeby ukończyć te regaty. Robię to, co mogę, a wynik jest wypadkową moich błędów i pracy. Mówię sobie zawsze: „Staramy się, Michał, żeby było dobrze, żeby być z siebie zadowolonym.

07d_4738

Raz się wystraszyłem, kiedy w nocy przysnąłem w kokpicie. Budzę i nie wiem, gdzie jestem – noc, księżyc, trochę mgła, delikatny wiatr i mega zimno, gwiazdy … Dopiero po chwili do mnie dotarło – Mini, Bitwa – jest dobrze, wróciłem. (…)

Wszyscy bardzo poważnie potraktowali prośbę organizatorów, żeby mieć ze sobą kontakt i się komunikować. To się bardzo sprawdziło, dawało poczucie bezpieczeństwa – w pewnym sensie. Ono jest złudne, ale możesz sobie porozmawiać przez radio i to ma ogromne znaczenie.”

Szymon Kuczyński (Atlantic Puffin):

Szymon Kuczyński

Szymon Kuczyński

„Jechałem przez dobę bez prądu i autopilota, mogło by więc być trochę lepiej, a wyszło jak wyszło. Byłem zły na siebie – wiedziałem, że powinienem był sprawdzić przewody przed startem, ale pomyślałem, że kończy się sezon, zaraz wyjmuję jacht z wody, a wszystko działa i dobrze wygląda więc nie ma takiej potrzeby. Ale okazało się, że korozja zrobiła swoje. Nie zauważyłem, że akumulator słabo się ładuje, i w środę o 18 zostałem bez prądu, w najgorszym możliwym momencie, bo wtedy się zaczął pełny kurs. Dopóki żeglowałem na ostrym, kursie, to mogłem ustawić jacht samosterownie, ale na pełnym kursie ze spinakerem to niemożliwe. Potem udało mi się trochę naprawić, ale na tyle, że odzyskałem nawigację, ale nie autopilota, który potrzebuje sporo energii.

Wczoraj był super dzień – Puffin jak mocno wieje potrafi naprawdę zasuwać. Miałem średnią 7 węzłów, a prędkości w dłuższych okresach czasu nawet do 13, i to wcale nie przy zjeździe z fali. Piękna fala była tak naprawdę, łódka szła wspaniale, ślizgiem albo półślizgiem. Aż żałowałem, że nie wyciągnąłem jeszcze paru kilo przed startem, byłoby jeszcze lepiej. Spinakera zrzuciłem dopiero na zatoce. Ale nie mogłem odejść od steru ze względu na brak autopilota. Na metę wpływałem po ciemku w okularach przeciwsłonecznych bo nie miałem jak ich ściągnąć … w dodatku padło mi podświetlenie w GPS, a do środka też nie mogłem zejść. Wystarczyło, że się przesunąłem za sterem w stronę kabestanu, to od razu mnie wywoziło do wiatru.”

Tabela mety 2016

Jedenastu już w porcie

22 września 2016

Po czwartej dobie regat w porcie znajduje się już 11 zawodników, którzy powrócili ze zmagań z wiatrem, falą i własnymi słabościami. Wczoraj wieczorem na metę wpłynęło dwóch pierwszych  – Mirosław Zemke na Hobart i Jerzy Matuszak naDancing Queen. Różnica między nimi na mecie wynosiła godzinę i 45 minut. Trzeci na mecie był dziś rano Piotr Parzy (Hadron).

Od rana trwają powitania kolejnych żeglarzy powracających do Mariny Delphia w Górkach Zachodnich. Za Piotrem Parzy zameldował się Witek Nabożny (Dexxter), debiutujący w Bitwie w wyjątkowo udanym stylu, dalej Jacek Chabowski (Polled 2) i Ryszard Drzymalski (Konsal 2).

W kolejnej turze do portu około południa wpływali: Jacek Zieliński (Quick Livener), Marek Marcinkowski (Zena II), a za nimi, z różnicą zaledwie 3 min 30 sek na mecie Krzysztof Fojucik (Ofo) i Piotr Falk (BluesInA). Za nimi grupę zamykał Kuba Marjański naBusy Lizzy.

Kolejną grupę prowadzi Aleksandra Emche (Kosia III), która o godzinie 1400 miała do mety jeszcze 24 mile. Spodziewana jest około godziny 1800. Na morzu pozostaje jeszcze 12 jachtów.

Kto dostanie "blachę" z lewej - jeszcze nie wiadomo. Puchar delphia Challenge - z prawej - wygrywa Jerzy Matuszak. / Fot. M. Wilczek

Kto dostanie „blachę” z lewej – jeszcze nie wiadomo. Puchar Delphia Challenge – z prawej – wygrywa Jerzy Matuszak. / Fot. M. Wilczek

Ze względu na to, iż regaty odbywają się w systemie ORC, dokładne wyniki klas ORC (ORC 1 i ORC 2) zostaną podane po przeliczeniu. Wiadomo natomiast, że zwycięzcą klasy Open i zdobywcą pucharu Delphia Challenge 2016 został Jerzy Matuszak na (Dancing Queen). Jak komentuje sędzia główny regat, Tomasz Konnak, decydują dosłownie sekundy i ułamki mil morskich.

Tabela mety 2016

Po powrocie powiedzieli:

Piotr Parzy - Hadron. / Fot. M. Wilczek

Piotr Parzy – Hadron. / Fot. M. Wilczek

Piotr Parzy, Hadron:

Trochę jestem zmęczony, jechałem spinakerze pół dnia i całą nockę aż do do dzisiaj, na koniec mi jeszcze wpadł do wody. Zmęczony jestem, bo mało spałem (śmiech). Ale zadowolony, bo w czubie, co tam przeliczniki, satysfakcja, że z dużymi szybkimi łódkami się udało …

Najtrudniej na pewno było od Visby do znaku, bo było dużo wiatru i halsówa, to było wyczerpujące. Najfajniejsza jazda była oczywiście na kursie spinakerowym, ale po minięciu kardynałki musiałem trochę odpocząć. Widziałem zresztą, że wszyscy spali. Dopiero po nocy zacząłem jechać – postawiłem wszystkie żagle i bach do przodu. Ostatnią noc wcale nie spałem, bo jechałem na spinie. Doświadczenia z zeszłego roku bardzo się przydały –      postanowiłem siły zostawić na końcówkę, a nie szarpać się od początku, tylko dopiero na koniec cisnąć.”

Witek Nabożny - Dexxter. / Fot. M. Wilczek

Witek Nabożny – Dexxter. / Fot. M. Wilczek

Witek Nabożny, Dexxter:

Jestem zmęczony, ale szczęśliwy, nie wiem jak z przeliczeniem wyników, ale sama szansa na ORC 1 to coś wyjątkowego. Przed startem liczyłem na dobre miejsce w pierwszej piątce, więc każdy lepszy wynik jest powyżej moich oczekiwań. Natomiast miałem pewien techniczny problem, który rozwiązałem niedługo przed metą, a który znacznie ograniczał moją prędkość. Odkryłem go dzięki Jackowi Chabowskiemu, który mógł ze mną wygrać, ale tego nie zrobił. Otworzył mi się ok 1400 wczoraj ster strumieniowy i przez to traciłem dwa węzły w każdej godzinie … Miałem więc szansę być kilka godzin wcześniej. Kiedy nagle zwolniłem, zrzuciłem żagle, zacząłem szukać przyczyny, bo wiedziałem, że coś jest nie tak. Myślałem, że mam na kilu jakąś sieć czy cumę … byłem już tak sfrustrowany przed metą, że naprawdę … Jechałem z wiatrem, który miał 12 węzłów prędkości, a ja płynąłem 3. Musiało być coś nie tak. Ten jacht na samym takielunku szybko płynie. A nagle Jacek przez radio – „A ster strumieniowy masz podniesiony? Weź sprawdź …” Ja przełączam i słyszę, jak mechanizm go podnosi … I widzę, jak na liczniku prędkości przyspieszam i przyspieszam … 6 węzłów, 7 węzłów … Także była szansa na lepszy wynik, ale i tak jestem szczęśliwy, bo ten rejs to dla mnie sprawdzenie, co ja mogę, co łódka może … od niedawna jestem armatorem i mam jacht, dlatego to taki test … A Jackowi należy się moim zdaniem nagroda fair play.”

Jacek Zieliński - Quick Livener. / Fot. M. Wilczek

Jacek Zieliński – Quick Livener. / Fot. M. Wilczek

Jacek Zieliński, Quick Livener:

„Było kilka trudniejszych momentów, jak przy boi, 24 węzły wiatru i krótka męcząca fala, ale ogólnie warunki bardzo korzystne. Bardzo ciepło, suche, ciepłe noce – pierwszy raz na Bitwie taka pogoda. Walka wyrównana, cisze bardzo dużo decydowały – czyli jak zwykle Bałtyk rozdawał karty. Każdy miał coś dla siebie – wiało i mocno i lekko, każde warunki po trochu, bez sztormu ale trochę przywiewało. Atmosfera jak zwykle dobra, na radiu się wszyscy wspieraliśmy, a w ramach grup płynęliśmy od siebie w odległości 2-3 mil, więc się widzieliśmy.”

Jerzy Matuszak, DANCING QUEEN

21 września 2016

Dziś wieczorem, o godzinie 18:35:10, jako drugi z kolei na metę regat Bitwa o Gotland wpłynął jacht Dancing Queen prowadzony przez Jerzego Matuszaka, reprezentującego Wielkopolskę. To debiut tego zawodnika w Bitwie – wyjątkowo udany. Zajął drugie miejsce w czasie bezwzględnym, bez przeliczników, docierając do mety w czasie 3 dni, 4 godzin, 35 minut i 10 sekund od startu. Jednocześnie został zwycięzcą w klasie Open, a tym samym zdobywcą pucharu Delphia Challenge 2016.

14445771_1255116751221640_1337055770_n

Płynęło mi się bardzo dobrze” – mówił na mecie Jerzy Matuszak.  „Cały czas się z Hobartem kontrolowaliśmy. Raz on – raz ja. Jak był słabszy wiatr, to on. Jak silniejszy – ja. Przy Gotlandii była cisza, w jednym miejscu staliśmy chyba ze dwie godziny. Potem się ruszyło i można było popłynąć w kierunku tej zwrotnej kardynałki, a tam już się dobrze rozwiało. On wtedy nabrał przewagi, bo ja musiałem jeszcze zrobić zwrot. Potem poszliśmy każdy swoją drogą. Spotkaliśmy się przy Helu, gdzie on rzeźbił, a ja potem też kląłem, bo wiatr stanął po deszczu zupełnie, a ja myślałem, że do mety nie dopłynę. Ale sobie pomachaliśmy.”

Dancing Queen od startu ścigał się z najbliższym rywalem, Hobartem, który po minięciu boi zwrotnej i postawieniu spinakera, wygrał wyścig. Żeglujący na Hobarcie Mirosław Zemke przyznał, że bez spinakera nie miałby szans na zwycięstwo z większym i świetnie żeglującym przeciwnikiem. Hobart wypłynął z portu na linię mety, którą przekroczył kilka godzin wcześniej, aby godnie przywitać Dancing.

Najbardziej mi się podobało wczoraj w nocy” – opowiadał Matuszak. „Dobrze wiało, ale ja się nie zarefowałem, tylko nacierałem. Bardzo jestem z jachtu zadowolony, bo autopilot jechał równo. Musiałem mu zaufać, nie miałem wyjścia. Swoje zrobił. Oczywiście jak człowiek steruje, to jest precyzyjniejszy, ale czasami trzeba zejść pod pokład. Nie jestem bardzo zmęczony – w nocy kładłem sobie koc w kokpicie, nastawiałem budzik na 20 minut i spałem takimi kawałkami, czasem budziłem się wcześniej.

Jerzy Matuszak

Jerzy Matuszak

Jerzy Matuszak poświęca żeglarstwu każdą wolną chwilę. Ma za sobą wiele rejsów w tym m.in. wokół przylądka Horn, na Antarktydę i w regatach Sydney-Hobart na jachcie Selma Expedition. Samotne żeglowanie daje mu dużo satysfakcji i dlatego chciałby poświęcać mu coraz więcej czasu. Zwycięzca m.in. Pucharu Bałtyku Południowego w klasie OPEN w 2015 roku, Polonez Cup 2015 w klasie Open Double Handed i Polonez Cup 2016 w Open Single Handed.

Dancing Queen (Dehler 46) to jacht zaprojektowany przez biuro projektowe Judel/Vrolijk&Co i wyprodukowany w stoczni Hanse. Pływa po Bałtyku od 2015 roku.

Mirosław Zemke, jacht HOBART – pierwsi na mecie!

Dziś po południu, o godzinie 16:50:08, linię mety regat Bitwa o Gotland jako pierwszy przekroczył jacht Hobart prowadzony przez Mirosława Zemke, reprezentującego województwo warmińsko-mazurskie. Tym samym wygrał on regaty w czasie bezwzględnym, bez przeliczników, docierając do mety w czasie 3 dni, 4 godzin, 50 minut i 8 sekund od startu.

Mirosław Zemke  14429328_1255007067899275_347316463_n

Hobart prowadził pewnie od startu do mety, ścigając się po drodze z większą od siebie Dancing Queen. Liderzy przez ponad trzy doby rywalizowali wyłącznie ze sobą w wyścigu dwóch jachtów tego samego typu, ale różnej wielkości (Dehler 41 i Dehler 46).

Mógłbym jechać dalej na następny kawałek” – powiedział po przekroczeniu mety zmęczony, ale szczęśliwy żeglarz. „Pogoda okazała się fajna, jacht wspaniały, a ja dałem radę” – dodał.

O tym, czy Hobart wygra kategorię ORC, zadecydują przeliczniki. Jednak nic nie odbierze mu satysfakcji i pierwszeństwa na mecie.

tomasz_konnak_sedzia_glowny_regat_fot_m_wilczekTak naprawdę do ostatniej chwili nie wiemy, kto wygra” – komentuje sędzia główny regat, Tomasz Konnak. „Na tym polega urok metody przeliczeniowej ORC” – dodaje. „Sternik Hobarta podjął bardzo duże ryzyko, wpisując do świadectwa jachtu żagle dodatkowe, czyli w jego wypadku spinakery. Przez to miał gorszy przelicznik, a spinakerów mógł użyć lub nie – wszystko zależało od warunków. Postąpił więc nierozsądnie, ale bardzo mu się to opłaciło – decyzja strategiczna podjęta jeszcze przed startem zadecydowała o wyniku.”

Kwestię spinakera na pokładzie Hobarta tak wyjaśnia Mirosław Zemke:

Pięć lat pływam na tym jachcie i zawsze mam ze sobą spinakera. To jak mogłem na taki rejs go nie zabrać? (śmiech) Gdybym go nie wziął, plułbym sobie w brodę na pewno. A gdyby nie był potrzebny – no trudno, taki los. Mój spinaker ma 120 m2. Jak pływamy z załogą, w sześciu, ośmiu czy dziesięciu, to mamy co robić. Można sobie wyobrazić, co się dzieje, kiedy płynę sam, a wiatr jest kapryśny … Prognozy tego nie przewidziały, ale w pewnym momencie, kiedy płynąłem na spinakerze, miałem 24 węzły wiatru. Na środku Bałtyku naprawdę dawało równo, tak samo jak na północnej boi, ale zdarzały się też cisze wyrównujące oczywiście … Taki los, jak się jedzie trzy dni to ma się wszystko po drodze …”

Jerzy Matuszak ma do celu jeszcze 10 mil i spodziewany jest na mecie dzisiaj wieczorem.

Trzecia doba na morzu: Trudna końcówka, Hobart na prowadzeniu

W regatach samotników Bitwa o Gotland po trzech dobach prowadzi Mirosław Zemke na jachcie Hobart. Znajduje się już na wysokości Helu, ale ze względu na warunki dotarcie do mety może zająć mu jeszcze kilka godzin.

Nie jest wcale spokojnie, walczę tutaj jak lew z przeciwnościami w postaci wiatru i fali” – opowiadał w rozmowie z biurem regat o godzinie 1430. „Sześć godzin jestem pod Helem i jeszcze go nie minąłem. To, co wyprawiam teraz ze spinakerem i grotem, jest nie do opisania” – dodawał. „Jeszcze cały czas płyniemy, mamy co najmniej 3-4 godziny, jeżeli utrzyma się ten wiatr, który teraz przyszedł. Jak będzie ten, co wcześniej, to jeszcze 5-6 godzin. Ta końcówka to dość trudny odcinek, bo pod prąd. Miałem przeciwny prąd przy Helu, około 1,5 węzła, więc przez 6 godzin płynę 15 mil, to jakaś tragedia. Ale ogólnie – było bardzo fajnie. Wczoraj o 1300 postawiłem spinakera i jechałem na nim do wieczora, kiedy z rozsądku trzeba było go zrzucić. Musiałem uciekać przed Dancing, bo to były jego warunki. Zrzucałem spinakera przy 22 węzłach wiatru i gdyby to się nie udało, mógłbym mieć pretensje tylko do siebie. Ale się udało. Dziś rano znów go postawiłem. Bez spinakera nie dałbym rady, bo Dancing Queen jest bardzo szybki”.

img_4010

Jerzy Matuszak na Dancing Queen spodziewany jest po południu na mecie jako drugi w kolejności.

Trzecia noc na wodzie minęła zawodnikom bez przeszkód. Wiatr przy Gotlandii był zmienny, a kto chciał i miał jeszcze siłę żeglować szybko, musiał wykorzystywać wszystkie odkrętki i silniejsze podmuchy.

Za dwoma liderami, którzy dziś już będą odpoczywać w bezpiecznym porcie, żegluje z wiatrem druga grupa jachtów, które wczoraj minęły boję zwrotną. Prowadzą Dexxter (Witek Nabożny) i Konsal 2 (Ryszard Drzymalski).

Goni ich trzecia grupa – to jachty, które mijały boję zwrotną Salvorev dziś w nocy i nad ranem. W czołówce tej grupy Delphie – prowadzi bardzo dobrze żeglująca Aleksandra Emche na Kosia III, za nią Andrzej Kopytko na True Delphia, a dalej Maciej Muras na Delphia III. W tej grupie, o dziwo, znajdują się również „mikrusy”, czyli dwa Mini oraz Atlantic Puffin.

Na północy Gotlandii znajdują się jeszcze 3 jednostki – Zezowate Szczęście (Paweł Biały), Akademia Jachtingu VII (Rafał Skroński) oraz Double Scotch (Tomasz Ładyko). Dwie pierwsze ominęły już północny cypel i boję zwrotną, ostatnia jeszcze halsuje, żeby potem z wiatrem pożeglować w stronę mety.

Maciej Krzesiński na Mary Lou zawrócił wczoraj do portu i bezpiecznie dotarł do Władysławowa. „Do powrotu zmusiła mnie awaria elektryki, a dokładnie brak ładowania akumulatora” – relacjonował dziś rano. „Najprawdopodobniej przyczyną tego była martwa fala w pierwszej dobie regat, coś się musiało rozłączyć lub obluzować i nie mogłem tego naprawić” – dodaje. „O ile udało mi się uporać z początkowymi problemami z autopilotem, to na brak prądu nie mogłem nic poradzić. Gdybym znajdował się trochę wyżej, pewnie próbowałbym ukończyć regaty, ale nie chciałem znaleźć się bez zasilania na trasie statków. To bardzo trudna decyzja, bo nie zawiodłem ja, tylko sprzęt. Przygotowywałem się do tego startu cały rok, więc tym bardziej jestem zawiedziony. Ale będę chciał znowu spróbować za rok.”

Dzisiejsza prognoza dla zawodników przewiduje wiatr północno-wschodni NE o prędkości 10-11w dla liderów, dla drugiej grupy początkowo słabszy, wraz z upływem dnia coraz silniejszy od 10-13 węzłów po południu do 12-16 wieczorem. Dla jednostek bliżej Gotlandii 10-12w.

 

Druga doba na morzu: Szachy na wodzie

20 września 2016

Tegoroczna Bitwa o Gotland jest trudna, ale nie dlatego, że żeglarzom towarzyszy jesienny sztorm, jak to bywało wcześniej. Zawodnicy zmagają się z brakiem wiatru, a rozgrywka przypomina szachy na wodzie. Liczy się strategia oraz szczęście – kto znajdzie podmuch, ma szansę przesunąć się w klasyfikacji. Kto wjedzie w bezwietrzną „dziurę” – ogląda mijających go rywali.

zachod

Po wczorajszym dniu spędzonym przy zmiennym i bardzo słabym wietrze, w nocy żeglarze wspinali się wraz z nocną bryzą wzdłuż zachodniego brzegu Gotlandii na północ. Większość, oprócz dwóch liderów, którzy systematycznie zwiększają swoją przewagę, oraz kilku najmniejszych jednostek na końcu peletonu, płynie w zwartej grupie, w zasięgu wzroku. Dwa prowadzące jachty, Hobart (Mirosław Zemke) i Dancing Queen (Jerzy Matuszak), z przewagą ponad 20 mil nad pozostałymi, minęły dziś rano boję zwrotną Salvorev i obrały kurs powrotny na Marinę Delphia w Górkach Zachodnich. Prowadzi Hobart, zwiększając przewagę i stając się faworytem zarówno w klasyfikacji bezwzględnej, jak i ORC.

07d_2698

Główna grupa jachtów zbliża się teraz do boi zwrotnej, będącej północnym znakiem kardynalnym nad północnym cyplem Gotlandii i otaczającymi go płyciznami, przyjmując różne strategie – jedni żeglują blisko brzegu, inni zdecydowali się popłynąć dalej w morze w poszukiwaniu wiatru. Najmniejsze jednostki, Ocean 650 (Michał Weselak), Fidoo (Marcin Wroński) oraz Atlantic Puffin (Szymon Kuczyński), znajdują się na wysokości Visby. „Jak tylko znajdę wiatr, to przyspieszę” – żartował w nocy Kuczyński. Za nimi, dopiero rozpoczynając wspinaczkę w górę Gotlandii, żeglują Akademia Jachtingu VII (Rafał Skroński), Zezowate Szczęście (Paweł Biały) oraz, na końcu, Double Scotch (Tomasz Ładyko).

Około 0200 w nocy do portu zawróciła Mary Lou (Maciej Krzesiński) . Nie są znane na razie przyczyny tej decyzji, ale można przypuszczać, że długie okresy postoju na bezwietrznym, ale zafalowanym morzu dały się sternikowi we znaki.

Prognoza przewiduje na najbliższe godziny wiatr północno-wschodni, NE, o prędkości 16-18 węzłów po północnej stronie Gotlandii, a potem słabnący (12-14w) po stronie wschodniej, po której żeglować będą powracający po minięciu boi zwrotnej zawodnicy. Około godziny 1700 prognozowany jest dalszy spadek prędkości wiatru.

Poniżej wypowiedzi zawodników, którzy wycofali się z regat z powodu kłopotów technicznych:

Przemysław Skibiński, Vector Baltica II:

Jakiś czas przed regatami wymienialiśmy sztag na Vectorze. Po wymianie startowałem w regatach Gdynia–Władysławowo-Gdynia i wszystko było w porządku. Ale po starcie w niedzielę, przy wysokiej fali i silnym wietrze, zauważyłem, że sztag jest zdecydowanie za luźny. Nie można było naprawiać tego w panujących warunkach, musiałem podjąć decyzję o powrocie. Jestem strasznie zły z tego powodu, ale co zrobić. Ryzykować utraty masztu nie chciałem”.

Mateusz Kubik, Errislannan:

Wiedziałem, że nowy autopilot na Errislannan szwankuje, ale po testach i próbach udało się go ustawić. Niestety po starcie odmówił posłuszeństwa zupełnie. Próbowałem resetu, wszystkiego. Kiedy myślałem, że już się udało, poszedłem zrobić herbatę. Nie udało się, bo jacht wykonał niekontrolowaną rufę, a bom uderzył o baksztag. Potem była jeszcze jedna taka rufa. Postawiłem na bezpieczeństwo i zawróciłem, chociaż oczywiście nie tak to wszystko sobie wyobrażałem …”

Jak poinformował z pokładu jachtu osłonowego Delphia V dyrektor regat, Krystian Szypka, kłopoty z autopilotem dotknęły też Asię Pajkowską (Vector Baltica) i Macieja Krzesińskiego (Mary Lou), ale z pomocą przyszli inni zawodnicy, udzielając instrukcji przez radio, po czym obydwa jachty potwierdziły kontynuację żeglugi.

Jachty na bieżąco można obserwować za pomocą bezpłatnej aplikacji YB Races lub na http://yb.tl/bog2016. Materiały dla mediów (archiwalne informacje oraz zdjęcia z bieżącej edycji regat, portrety zawodników oraz infografiki) można znaleźć na http://bitwaogotland.pl/media/. Najnowsze informacje, w tym również przesyłane przez zawodników, publikowane są na profilu Bitwy na Facebooku: https://www.facebook.com/bitwaogotland/.

Po pierwszej dobie

19 września 2016

Pierwsza doba na morzu w regatach Bitwa o Gotland minęła raczej spokojnie. Jeszcze wczoraj, kilka godzin po starcie, dwóch zawodników zgłosiło awarię i zawróciło z trasy. Obaj bezpiecznie dotarli w nocy do portu. Stawkę prowadzą Mirosław Zemke na Hobarti Jerzy Matuszak na Dancing Queen, czyli zawodnicy dysponujący największymi jachtami (41 i 46 stóp). Znajdują się ok. 20 mil od południowego, „dolnego” cypla Gotlandii. Za nimi dość duża grupa pościgowa, składająca się z najliczniej reprezentowanych jachtów 30-40 stopowych, oraz liczący 5 jednostek „ogon”, za którym płynie osłonowa Delphia V, a jej śladem podąża ostatni jacht, Mary Lou.

img_4060

18.09.2016. Fot. Marek Wilczek

Prognoza pogody dla zawodników na dziś to wiatr dość słaby, 8-10 węzłów, NE, skręcający na N, wieczorem słabnący do 5-6 w. Oznacza to powolną wspinaczkę wzdłuż Gotlandii, aż do jej północnego cypla.

Wczorajsza, dość wysoka fala, zmuszająca jachty do powolnego „dziobania” pod wiatr, okazała się problematyczna. Jacht Vector Baltica II (Przemysław Skibiński) zawrócił z powodu awarii sztagu (niemożliwej do usunięcia w panujących warunkach), a Errislannan (Mateusz Kubik) z powodu awarii autopilota. Mateusz podjął rozsądną decyzję – próba przepłynięcia na ręcznym sterowaniu ponad 1000 km trasy Bitwy to nie byłoby współzawodnictwo, ale walka o życie, bez szans na sen, posiłek czy odpoczynek.

Zaniepokojenie organizatorów wzbudziła też w nocy minimalna prędkość jachtu Mary Lou (Maciej Krzesiński). Na szczęście po kontakcie z jachtem osłonowym Delphia V okazało się, że Maciej znalazł się w miejscu bez wiatru (co zdarza się nawet na morzu) i stąd 1,5 węzła prędkości jachtu na monitoringu, które należało wyjaśnić.

Milka Jung

Wielka Brzegowa Bitwa o Totem

W sobotni wieczór w Marinie Delphia zgromadzili się nie tylko uczestnicy Bitwy o Gotland – Delphia Challenge lecz również ich bliscy i znajomi. Z niewielkim opóźnieniem odbyła się prezentacja Totemów przygotowanych dla zawodników startujących w regatach. Na trawniku przy biurze regat stanęły „monumenty” przygotowane różnymi technikami. W sumie czterech zawodników otrzymało swój talizman na szczęście, w tym jeden z nich – Maciej Krzesiński startujący na Mary Lou – aż dwa! 

Zapraszamy do głosowania na ulubiony Totem na facebookowym fuapage’u Bitwy!

 asia-pajkowska  muras zielinski

                 Dla Asi Pajkowskiej                          Dla Macieja Murasa                     Dla Jacka Zielińskiego              

20160918_145808

Dla Macieja Krzesińskiego od najwierniejszych kibiców – 7-letniej Marysi (totem po prawej) i 4-letniego Leszka  (totem po lewej)